Komentarz katalog wpisów zbitki WBI

Opowieść o kocie

data wpisu: 2020.01.07 | data publikacji: 2019.12.24

[Aktualizacja po Sylwestrze]  Kot czy Kotka, bo dalej nie wiadomo jakiej jest płci w wigilie o 24:00 gdzieś się zawieruszył i  Seniorzy nie mogli jego odpytać jakie ma plany ich dotyczące. Po Sylwestrze jeszcze czasem jeszcze ich odwiedzał, ale jakby rzadziej i raczej był mniej przyjazny. Jak wydarzy się coś nowego to tutaj poinformujemy.

Był sobie Kot lub Kotka o rudym futrze – o gender opowiemy dalej . Kot mieszkał w domu Pani Kociary na działce w Białym Polu w otoczeniu kilku – ich liczba była zmienia – kotek i kotów. Były i są różne – czarne jak belfegor, szare ciapate dachowce i rudzielce - większe i mniejsze. Zapachami zawłaszczyli cały dom Kociary. Mogą też z niego wychodzić do ogrodu, a że maksymalna wysokość płotów nie może przekraczać 2,20 m, to z łatwością je przeskakują i wałęsają się po sąsiednich działkach. Muszą jednak uważać bo tam własności pilnują watahy małych kundelków i z rzadka stateczne psy rasowe. Kundle chcąc zasłużyć się na miskę strawy ujadają na każdego przechodnia, a obcym kotom to już nie darują, goniąc je i szarpiąc, gdy uda im się je dopaść. Z tych starć koty wychodzą często mocno poharatane, ale też i pieski czasem ze skowytem uciekają. Do tych potyczek dołączają lokalne na działce koty, które nie chcą widzieć u siebie obcych kocich imigrantów.

A ten Kot maszerując wielokrotnie po jednym z ogrodów zauważył, że tam nie ma ani psa ani kota. Postanowił więc – ale o tym jest właśnie ta opowieść.

Zaczęło się niewinnie. Widząc Państwa w ogrodzie przy obiedzie pojawiał się, kładąc się obok, niby to wygrzewając się na słońcu. Nastolatka Nastka piszcząc leciała go głaskać, nieco się go bojąc, ale jaki to śliczny rudy kotek. Kot spokojnie przyjmował czułości, kłów i pazurków nie pokazując. Przyjaźnie też chodził wokoło stołu ocierając się o nogi domowników. Pogoniony przez Seniora, uciekał za dom, po czym po pewnym czasie powracał, jakby się nic nie stało. Z pewnym ociąganiem przyjmował rzucane mu ze stołu przysmaki, zjadał je wolno bo przecież nie był głodny. Państwo było spokojne, gdyż Kot miał dwie obróżki – szarą przeciw kleszczom i czerwoną z jakimś dzwoneczkiem - był czyjąś własnością.

Seniorka, nigdy dotychczas nie mając kotów, coraz bardziej zaprzyjaźniała się z tym Kotem. Wydłubywała mu ze skóry kleszcze oraz ze smutkiem patrzyła na łyse miejsca po wyrwanej w jakieś potyczce sierści. Dostawał też szyneczkę (49,99 za kg), gotowanego indyka, jajeczko, ale mleka nie, paróweczki też nie – Senior zgryźliwie zaproponował dostawy żywności z restauracji Amaro. Rozpoczęło się serfowanie po sieci dotyczące żywienia kotów. Wytyczne googlowskie były dość skomplikowane – kot je po troszeczkę 12 razy dziennie i trzeba uważać, żeby nie jadł  naraz za dużo, bo się upasie. Wieprzowiny mu nie wolno, mleka nie powinien – czyli halal i koszer, tylko wołowinka bez kości ( a ceny wołowiny rosną bez umiaru - polędwica jest już po 100 zł), surowa, czasem wątróbka, a najlepiej dobrze zbilansowana sucha i mokra karma. W wiejskim sklepiku zostały zakupione puszki karmy dla kotów po 2zł za puszkę – na wsi koty z centralnej Polski powinny łowić myszy, a nie żreć karmę z puszki. Kot jakby to słysząc przyniósł raz czy dwa razy jakieś zagryzione zwierzę – mysz lub nornicę. Czasem też słychać było wrzeszczące sroki odganiające koty od gniazd z małymi.

Senior z niepokojem stwierdził, że nadrzędnym celem tego Kota jest zdobycie prawa do przebywania w domu. Kot przy każdej sposobności starał się wejść, wskoczyć do domu, co mu się parę razy udało. Pogoniony uciekał na zewnątrz, ale zawsze zdołał obskoczyć kilka pomieszczeń lustrując je. Senior próbował negocjować z Seniorką pogonienie tego Kota z ogrodu, zakazu karmienia i głaskania, aby się za bardzo z Nią i domem nie zaprzyjaźnił – ale niewiele uzyskał. Postanowił więc przypomnieć wszystkie znane w rodzinie opowieści o kłopotach z kotami.

W latach 80-tych XX wieku, pewna pani z Ameryki przewiozła nielegalnie la gatta z Hiszpanii do Stanów, usypiając ją przed lotem i chowając w dużej torbie. Kotka dotarła do Waszyngtonu w dobrej kondycji i już zadomowiła się w mieszkaniu w kondominium. Okazało się, że w tym kondominium obowiązuje constitution zakazująca trzymania pets, czyli zwierząt domowych. Pani chcąc zatrzymać kotkę postanowiła zmienić konstytucję domu, co jak wiadomo nie jest prostą sprawą - musiała napisać uprzejme listy do właścicieli wszystkich mieszkań z prośbą z wycofanie zakazu dotyczącego pets. Niektórzy z nich akurat przebywali w Nowej Zelandii. Udało się jej, ale z pewnymi ograniczeniami – kotka nie mogła sama przebywać na balkonie oraz miauczeć po 10 p.m.

W tych samych Stanach w Kalifornii pewna businesswoman miała kota o imieniu Wishnjuvsky (skąd to imię – nikt nie wiedział). Wyjeżdżając w delegacje musiała go oddawać do Pet Hotel (dzisiaj to kosztuje 19,95$ za dobę). Problem wydawał się załatwiony, ale Wishnjuvsky w każdym hotelu zachowywał się tak skandalicznie, że ich właściciele przy odbiorze zaznaczali, że tego kota to już więcej nie przyjmą. Pani musiała poszukiwać kolejnych Pet Hoteli coraz dalej i dalej.

Już w Polsce, znajomi mieli pięknego rasowego kota Huncwota, który nie tolerował samotności, stąd też nie mogli go zostawiać na dłużej jak 10 godzin. Musieli też z nim wszędzie podróżować. Kotu wszczepiono w kark chipa (podobno to tylko boli chwilę jak zastrzyk) z numerem oraz dostał paszport na podróże zagraniczne.

Takich powiastek przypominano sobie więcej.

Kiedyś Senior wcześnie wstawszy po jakimś czasie zajrzał do sypialni i świeżo obudzonej Seniorce zadał pytanie poważnie wzburzonym głosem – co też ten kot tu pod łóżkiem robi – czy ty go wpuściłaś? Zrobił się rumor, kota nie było – na szczęście był to tylko prima aprilis 1 kwietnia.

Ale kilka tygodni później Senior podobnie zajrzał do sypialni i zobaczył już tego prawdziwego kota na łóżku. Kot wlazł przez uchylone w pionie okno. To już nie był prima aprilis. Zaczął się rodzić konflikt. A kot zaczął w obejściu bywać coraz częściej. Zaczął też przeganiać z ogrodu wszystkie inne koty, sycząc i miaucząc na nie znacząco. Nie chciał mieć konkurencji.

Jednego leniwego niedzielnego popołudnia, nagle Nastka rzuciła się z krzykiem na Kota – puść to. Jej Ojciec złapał za szczotkę. Kot rdał drapaka w krzaki. Na tarasie zostawił małe pisklę sroki – ledwo żywe z przetrąconym skrzydełkiem. Nastka w płacz – biedna sroczka. Nastka z Ojcem delikatnie zapakowali sroczkę do pudełka i pojechali na dyżur weterynaryjny do miasteczka. Po jakimś czasie wrócili. Sroczka dalej ledwie żywa, ale była już uratowana – zrobiono jej zastrzyk wzmacniający oraz ustawiono skrzydełko. Na pytanie ile to kosztowało, okazało się że ptaki są własnością gminy i to ona pokrywa koszty takiej interwencji weterynaryjnej. Sroczka miała być karmiona robakami – kupili krewetki, bo robaków w sklepie nie sprzedają – dobrze, że była to niedziela handlowa. Państwo też miało krewetki na kolację. W poniedziałek sroczka miała wrócić do weterynarza, a ten umieścił są w szpitaliku – okazało się, że w klatce nad jakimś poturbowanym kotem. Kot bandyta na parę dni zniknął.

Kot powrócił i znowu zawłaszczył parapet przy jadalni, obserwując zza szyby posiłki Państwa. Po jakimś czasie pokazał swoją kocią inteligencję. Zależnie od miejsca pobytu mieszkańców domu odnajdywał właściwy zewnętrzny parapet, wskakiwał na niego i obserwował ich z zewnątrz, czasem miaucząc znacząco , drapiąc framugę i szybę. W ten sposób odnajdywał Seniorkę w gabinecie przy komputerze, w kuchni, sypialni, łazience, a nawet po pewnym czasie pojawiał się na górnym tarasie przy pokoju z telewizorem. Widać szybka lustracja pokoi wraz kocią inteligencją pomogła mu rozpracować układ pomieszczeń i odnajdywać od zewnątrz właściwy parapet.

Po wiadomościach o systemie Pegasus, Kot zaczął być podejrzewany o to, że jest dronem w kocim futrze mającym podsłuchiwać mieszkańców tego domu. Nie bardzo było tylko wiadomo, dlaczego akurat rozmowy i działania tych seniorów mają interesować służby oraz co by ten dron miał robić z tym jedzeniem, które wchłaniał. Ta teza więc upadła, ale takie ponad standardowe inteligentne zachowania kota wzbudzało i podziw i pewne obawy – kto kogo przechytrzy.

Seniorzy dość często wyjeżdżali na dłużej, nawet na dwa tygodnie. Kot z pewnym niepokojem patrzył na przygotowania do wyjazdu – ładowanie pakunków do bagażnika samochodu. Przy którymś wyjeździe z garażu i automatycznym zamykaniu bramy, Senior kątem oka dostrzegł, że coś wskoczyło do środka. No tak – kot czając się z boku w krzakach zamierzał zamieszkać w garażu. Dobrze, że został dostrzeżony i wyproszony, bo po 10 dniach bez wody i strawy mógłby nie przeżyć.

Opowiadając tę historię dowiedzieliśmy się o kotku, który znikł z domu. Właściciele próbowali go znaleźć, ale bez skutku. Skontaktowali się z kocimi psychologami, a ci stwierdzili, że taki kotek nie odszedł dalej od domu jak 100 metrów. Pan domu zaczął więc sprawdzać okoliczne działki i na jednej z nich usłyszał jakiś rumor. Odszukano właścicieli tej działki – co było możliwe bo RODO jeszcze nie obowiązywało – i po otwarciu garażu znaleźli tam ledwo żywego tego kotka, który już nawet nie miał siły miauczeć.

Druga historia przydarzyła się panu, który spod Warszawy przyjechał samochodem na parking lotniska, mając lot na tydzień pobytu za granicą. Zabierając z bagażnika walizkę, zobaczył tam jednego ze swoich kotów. Cóż było robić, odlot za godzinę, a tu kot – zostawił mu otwartą butelkę z wodą oraz kawałek kiełbasy, informując obsługę parkingu o możliwych podejrzanych odgłosach z bagażnika. Po tygodniu kot był w dobrej formie i nawet ze strachu nie nabrudził. Po powrocie z podróży ten Kot się odnajdywał w przeciągu kilku godzin.

Ale też kocia sytuacja zaczęła się komplikować. Najpierw zniknęła z szyi kota obróżka przeciw kleszczom. Po jakimś czasie zniknęła również obróżka z dzwoneczkiem – Kot stał się bezpański. W okolicy nikt go nie poszukiwał i nikt się do niego nie przyznawał. Co więcej Seniorka zaczęła twierdzić, że jest to chyba kotka i to kotna, a więc może być niebawem dodatkowo kilka kociąt, a kocia mama chce zdobyć lokal dla kociej rodziny. Wyjaśniłaby się też rola drugiego kota rudego, który co jakiś czas był widziany w wyraźnych zalotach do tej kotki, ale ta na niego buczała, ale może było już po przyjemnościach,a wtedy normalnym jest, że samiec staje się mało potrzebny. 

Seniorka chciała zweryfikować płeć tego Kota-Kotki, ale pomimo konsultacji po znajomych nie było to proste. Podobnież tylko weterynarz potrafi rozpoznać płeć kota. Senior zaczął usztywniać swoje stanowisko w tolerowaniu tej Kotki-Kota w okolicy domu, tym bardziej że stawała się ona coraz bardziej zdecydowana w miauczeniu i żądaniu wpuszczenia na pokoje. Korzystała z każdej okazji zwiedzania domu. Niestety coraz bardziej też przeciągała na swoją stronę Seniorkę. Któregoś dnia Senior poszukując małżonki w nie tak rozległym domu, trafił do kotłowni i nakrył ją na przytulankach z kotką. No - o co chodzi, to przecież kot-łownia w sam raz dla kota.

Ojciec Natki z jej aprobatą zapowiedział, że na gwiazdkę kupi seniorom budę dla kota. Senior stwierdził, że nie chce żadnej budy, bo jak się pojawi pierwsza, to jeszcze się rozniesie po okolicy informacja o programie Buda+ i okoliczne bezpańskie koty i psy ustawią się w kolejce do tych lokum. Seniorka, chcąc sprawdzić ten pomysł wystawiła na zewnątrz duży karton wymoszczony jej starym swetrem i ręcznikiem. Zapraszała tam kota-kotkę, ale ten-ta nie bardzo chciała wypróbować to tymczasowe lokum, a wpychana ostro buczała pokazując pazury. Póki co sprawa ucichła, ale jeszcze reklamy kocich bud pojawiają się na przeglądanych stronach.

Seniorkę dalej męczyła sprawa – czy to kot czy kotka. Postanowiła udać się do miasteczka do weterynarza. A tam usłyszała, że oczywiście mogą sprawdzić płeć i potem zależnie czy to kot czy kotka dokonać sterylizacji lub kastracji. Ale jeżeli kotka jest już kotna to sterylizacje można zrobić dopiero po dwóch miesiącach od porodu kociąt, kotka musi najpierw być szczepiona, odrobaczona, a potem po operacji trzeba się nią opiekować 10 dni. Dodatkowo dowiedziała się, że jeżeli to nie jej kot-kotek to trzeba zawiadomić straż miejską, lub eko- patrol który złapie bezpańską kotkę-kota i zdecyduje co z nim/nią dalej zrobić. W każdym razie sterylizacje i kastracje są robione na koszt gminy, bo rozmnażać wolno tylko koty i psy z rodowodem. Dachowce i kundle mają być bezpotomne.

Seniorka – twarda kobieta – nieco przygasła po tych informacjach. A Kot-Kotka dalej wędruje po parapetach obserwując domowników w ich codziennych domowych pracach. Piszczy, miauczy i nieustannie stara się wedrzeć do środka, byle na parę chwil. Pogoniona, niezrażona próbuje przy każdej okazji. Seniorka dalej używa kotłowni do przytulanek z kotką, a ta polubiła tam siedzenie w metalowym zlewie. Wyjazdy na dwa trzy dni kotki nie zrażają – po przyjeździe pojawia się po dwóch trzech godzinach. Co robi, gdzie przebywa w międzyczasie – nie wiadomo.

Coraz więcej znajomych jest informowanych o super inteligentnej kotce. Niektórzy są już gotowi przysiąc, że kotka została już adoptowana i ma właścicieli. Seniora odpytują dlaczego jest tak niedobry bez serca i nie pozwala takiej milutkiej kotce zadomowić się w domu. Senior twardo odpowiada, że nie chce mieć potem kłopotu co zrobić z kotem jak trzeba gdzieś wyjechać na dłużej. A obecnie zgodnie z prawem za porzucenie zwierzęcia grozi do 3 lat więzienia. Każde porzucenie zwierzęcia jest traktowane jako czyn zabroniony i nie ma znaczenia motyw działania - np. potrzeba nagłego wyjazdu, alergia dziecka, kłopoty z tresurą, brak czasu na opiekę. To już łatwiej pozbyć się męża (dla równouprawnienia - żony) z domu niż psa czy kota. Jak większość Polaków, większość jakoś nie chce się tym przejmować – mówiąc jakoś to będzie. A Senior jest bardziej się przejmujący i już planuje zakupić lokalizator GPS i wyśledzić co ten kot-kotka porabia, gdy ich nie ma w domu – może ma już i właściciela i lokum. A tu tylko chce mieszkać na kocią łapę. Taka kocia stalkerka.

Kot jeszcze raz dał o sobie znać. Państwo wyjechało na kilka dni do miasta. Zamknęło dom, włączyło alarm. Ale już w drodze do miasta zadzwonił SECURE, że włączył się alarm - włamanie. Pojechali, nic niepokojącego nie stwierdzili. Ale po trzech godzinach znowu alarm. Podejrzenie padło na kota, że jakoś udało mu się podczas pakowania wedrzeć do domu i teraz łażąc po zdobytym loku włącza alam. Senior pojechał go pogonić. Uzbrojony w szczotkę przeszukał cały dom - kota nie znalazł. Wrócił do miasta. Ale alarm jeszcze się parę razy odzywał. Po powrocie do domu, kota spostrzeżono na zewnątrz - był niewinny. Wezwano serwis do alarmów - wymieniono czujkę. Ale ile ostrych słów padło na kota - tego nikt nie zliczy.

I teraz pozostaje tylko czekać na noc wigilijną, gdy zwierzęta podobno mówią ludzkim głosem. Wtedy może ten kot-kotka się przedstawi i będzie się można dowiedzieć skąd jest i jakie ma plany oraz oczekiwania.

Kot czy Kotka, bo dalej nie wiadomo jakiej jest płci w Wigilię o 24:00 gdzieś się zawieruszył i Seniorzy nie mogli go odpytać jakie ma plany ich dotyczące. Po Sylwestrze jeszcze iczasem się pojawiał, wskakując na parapet, ale jakby rzadziej oraz jakby też mniej przyjaźnie patrzący. 

Małgorzata & Wacław